X
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Menu strony

Monolog w wykonaniu Ireny Jun

Dopóki dzień was nie rozłączy albo kwestia światła
Opracowanie: Agencja Kostrzewa PR
Źródło: Agencja Kostrzewa PR
STUDIO CZYTA
Peter Handke
„Dopóki dzień was nie rozłączy albo kwestia światła”
monolog w wykonaniu Ireny Jun
przekład i opieka reżyserska - Aleksander Berlin
6 czerwca 2011 r., godz. 19.00
Bratnia Szatnia
Teatr Studio (bezpłatny dostęp) w Warszawie


WSTĘP WOLNY!

6 czerwca Teatr Studio wraz z Austriackim Instytutem Kultury i Agencją ADiT zapraszają na wydarzenie wyjątkowe. Irena Jun przeczyta sztukę Petera Handkego pt. „Dopóki dzień nas nie rozłączy albo kwestia światła”. Znakomity i dobrze w Polsce znany pisarz, który jako autor sceniczny zaczynał od burzenia zastanych konwencji teatralnych, teraz, w przeznaczonym dla aktorki monologu podejmuje grę z arcydziełem XX-wiecznego dramatu. „Odpowiedź na 'Ostatnią taśmę' Becketta?” – pyta w przedmowie do swojego utworu i od razu wyjaśnia: „Raczej echo. Teraz raczej dalekie echo. Echo odległych miejsc i odległego czasu, czasu pana Krappa, samotnego bohatera sztuki Samuela B. Echo to raz słabe, zniekształcone i nieśmiałe, to znów wzmocnione, powiększone, głośne. Dlatego ośmielam się nazwać ten monolog-echo dramatem, bardzo małym dramatem - tak jak Ostatnia taśma wielkim dramatem jest”. Monologująca postać kobiety ze sztuki Handkego zwraca się do Kruppa (wielka rola Tadeusz Łomnickiego), którego stworzył w swojej sztuce Beckett. W wykonaniu Ireny Jun, pamiętnej ze swych ról beckettowskich w Teatrze Studio, rzecz nabiera szczególnego smaku.

Irena Jun:
„Ja teraz. Gram. Teraz ja gram. Twoja gra się skończyła, mister Krapp, monsieur Krapp, panie Krapp. Grałeś ją pod fałszywym nazwiskiem, w języku, który nie był twoim. Wprawdzie, muszę przyznać, dobrze ją grałeś, z tą twoją pozą wyranżerowanego, pozbawionego złudzeń clowna. Ale co miało znaczyć to przebranie? (...) Krapp, ty stary, szczwany, przewrotny, kuty na cztery nogi graczu. Czy jak mam cię nazwać? Krappek serca mego drappek? Krappkodyl? Krappula biddula? Teraz gram ja. I aby grać, nie przybrałam żadnego fałszywego imienia, żadnego pseudonimu, ani Effi, ani Molly, ani... Ja jestem tą, która gra i mówi, ja ... „
Źródło: Kostrzewa PR
Opracowanie: Joanna Bieguńska
22-05-24 13:01:14