X
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Menu strony

Wywiad z Anną Wyszkoni o akcji "Kocham, nie biję"

Anna Wyszkoni
Akcję Kocham. Nie biję wspomagają również pozostałe hasła takie jak Kocham. Reaguję oraz Kocham. Nie krzyczę.

W kampanię medialną włączyli się znani artyści i sportowcy m.in. Anna Przybylska, Magdalena Różczka, Anna Wyszkoni, Piotr Gruszka i Paweł Królikowski. Owocem ich pracy jest wspólnie z innymi artystami nagrany hymn akcji.

Wywiad z Anną Wyszkoni

Czemu włączyła się Pani w akcję "Kocham. Nie krzyczę"?
Chętnie biorę udział w akcjach charytatywnych, bo chcę pomagać innym. Myślę, że osoby popularne są dla ludzi większym autorytetem i powinny dawać dobry przykład. Poza tym należy głośno mówić o problemie, który jeszcze niedawno był tabu, a znane twarze na billboardach czy w spotach znacznie bardziej przyciągają uwagę. Ludzie często nie są świadomi tego jaką krzywdę mogą wyrządzić dzieciom krzykiem czy z pozoru niewinnym klapsem. Trzeba głośno mówić o konsekwencjach takich czynów. Poza tym należy ludziom zwrócić uwagę na cierpienie innych. Często jesteśmy zbyt zajęci swoim życiem żeby dostrzec problem, który nie dotyka nas bezpośrednio. Popularna twarz sprawi, że człowiek spojrzy na plakat i zainteresuje się jego treścią. 801109801 jest linią anonimową, pod którą dzwoniąc, naprawdę można komuś pomóc.

Czy osobiście zetknęła się Pani z przemocą wobec dzieci?
Czasem zdarza mi się obserwować sytuacje nieprzyjemne. Przyznaję, że ja również odwracałam wzrok komentując je sama do siebie. Akcja "Kocham, nie biję" zmieniła również moje podejście do takich zdarzeń. Dziś odważnie zwracam uwagę komuś, kto krzywdzi dziecko.

Anna Wyszkoni
Bezstresowe wychowanie budzi wiele kontrowersji. Co dla Pani znaczy taki model wychowania dziecka?
Nie jestem idealna. Wciąż jeszcze uczę się cierpliwości w niektórych sytuacjach. Też czasem puszczają mi nerwy i podnoszę głos, ale wiem, że to zła metoda wychowawcza. Wolę wyjść z pokoju i dać sobie i mojemu dziecku chwilę na przemyślenie i uspokojenie. To dużo lepsze rozwiązanie. Po kilku minutach można przejść do normalnej, spokojnej rozmowy na temat problemu. To działa. Ale nie chcę bawić się w "Supernianię", bo być może u kogoś innego wygląda to zupełnie inaczej.

Czy klaps bądź krzyk można uznać za przemoc?
Przemoc należy podzielić na dwa rodzaje. Fizyczną i psychiczną. Słowa mogą bardzo zranić, tak jak i ton ich wypowiadania. Nikt nie lubi jak się na niego krzyczy. Trzeba innych ludzi traktować tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Każdy z nas popełnia błędy, ale i my, dorośli, chcemy dowiadywać się o nich w sposób łagodny. Dzieci są jeszcze bardziej wrażliwe.

Czy są sytuacje wyjątkowe, gdzie użycie klapsa może być uzasadnione?
Nic nie tłumaczy przemocy. Bicie czy krzyk to wynik emocjonalnych problemów dorosłych i to my powinniśmy nad nimi pracować.

Jak ukarać dziecko bez użycia przemocy?
Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi. Uważam, że trzeba przede wszystkim własne dziecko dobrze poznać, bo jest ono indywidualną istotką. Należy pamiętać, że każde dziecko jest inne i ma inne potrzeby. Nie zawsze to, co działa na pociechę sąsiadki będzie działało na naszą. Dla jednego dziecka karą będzie chwila samotności, dla innego odmówienie zakupu jego wymarzonej zabawki. Zawsze dużo z moim synem rozmawiałam. Chcę, żeby wiedział, że może do mnie przyjść z każdym problemem. Za złe zachowanie należy dziecko ukarać, ale trzeba pamiętać o nagradzaniu go nawet za najmniejsze czasem drobiazgi. Nagrodą nie muszą być słodycze czy zabawki. Wystarczy pochwała, uśmiech i czuły uścisk.

Czy jako matka, może sobie Pani coś zarzucić, coś czego byś nie powtórzyła w wychowaniu drugiego dziecka, a może okazać się przestrogą dla innych rodziców?
Każdy z nas jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Dość wcześnie zostałam matką. Miałam zaledwie dwadzieścia jeden lat, a wiadomość o ciąży spadła na mnie trochę jak grom z jasnego nieba. Kocham mojego syna ponad wszystko, ale bardzo wielu rzeczy musiałam się nauczyć. Część z nich oczywiście pojawiła się naturalnie, zaraz po urodzeniu Tobiasza, ale były i takie, które wymagały większego poświęcenia i cierpliwości, których, jako młoda kobieta nie miałam. Nie byłam gotowa na dziecko i teraz o tym wiem. Macierzyństwowiąże się z obowiązkami, poświęceniem. To moja główna przestroga. Trzeba dobrze przemyśleć decyzję o zajściu w ciążę.

Czy kampania reklamowa może przynieść efekty i wpłynąć na osoby, które stosują przemoc?
Nawet gdyby ta pomogła tylko jednemu dziecku, to już miałaby sens. Mam nadzieję, że dotarła do bardzo wielu osób, zarówno tych stosujących przemoc wobec małych istot, jak i tych, którzy "tylko" są jej świadkami. Wierzę, że ta kampania jest skuteczna i odniesie ogromny sukces.
Źródło: Kostrzewa PR
17-09-18 06:35:22