X
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Menu strony

Indiana Jones 4: "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki"

768-2.jpg
Tyle lat czekania i proszę - nieustraszony Indy raz jeszcze trzaśnie batem. Blisko 66-letni Harrison Ford powraca na ekrany kin, w swojej najbardziej charakterystycznej roli, do jakiej się wprost urodził - archeologa Indiana Jonesa.

Jeszcze nie tak dawno na ringu walczył niezrównany Rocky Balboa, potem na posterunek stawił się niezniszczalny John McClane, a gdy Państwo czytają ten tekst, na ekranach polskich kin, gania po dżungli niezwyciężony John Rambo. Jak widać moda na odcinanie kuponów na dobre się rozpędziła i kto wie kiedy wyhamuje? W powyższych produkcjach najbardziej rozczarował policjant z szelmowskim uśmieszkiem, dlatego mam nadzieję, że dr Indiana Jones pójdzie w całkiem innym kierunku.

Na zaostrzenie apetytu producenci zaserwowali nam zwiastun filmu, który ma na celu wprowadzenie w dobry nastrój z dawnych lat. Jakie są fakty? Mamy w filmie nieśmiertelny motyw muzyczny, który wzbudza uśmiech na twarzy, zatem jest już dobrze. Mamy również kapelusz (tzw. fedora), lasso, rewolwer no i zło wcielone – III Rzeszę. Do starej gwardii dorzucamy Stevena Spielberga, Georga Lucasa (i jego studio filmowe Lucasfilm) oraz wielkiego kompozytora muzyki do filmów, Johna Williamsa (tego od "nieśmiertelnego motywu muzycznego"). Czy ta część, z takim znakomitym składem, ma jakieś szanse niepowodzenia?
Gdy w kwietniu 2004 roku oficjalnie ogłoszono, że będzie kolejna część żądnego przygód archeologa, to już wtedy modliłem się o tytuł nakręcony w starym, dobrym stylu. Twórcy nawet obiecali, że będzie mało techniki cyfrowej, ale w zamian dostaniemy wiele scen z kaskaderami i za to trzymam kciuki, chociaż prezentowany trailer mówi co innego, jestem mimo to dobrej myśli.
Do znakomitej ekipy twórców tego hitu dołącza się nasz rodak - jeden z najlepszych na świecie operatorów – Janusz Kamiński. Ta wiadomość również mnie napawa optymizmem i to nie dlatego, że Pan Kamiński pochodzi znad Wisły, tylko, że swój wielki talent pokazał już w takich produkcjach jak "Wojna Światów" ("War of the Worlds"), "Raport Mniejszości" ("Minority Report") czy "Szeregowiec Ryan" ("Saving Private Ryan"). Zatem mamy kolejny powód do trzymania kciuków za najnowszą część Indiany Jonesa.
Na zwiastunie, który miałem przyjemność oglądać kilka razy, przemknął mi przed oczami Shia LaBeouf (czy ktoś wie jak to wymówić?), chłopak grający główną rolę w superprodukcji "Transformers" z 2007 roku. U boku robotów sprawdził się zadziwiająco dobrze, to może i teraz dotrzyma kroku Fordowi, co na pewno łatwym zadaniem nie będzie.
Jak widać - same plusy. No ale ile razy to widzieliśmy? Twórcy karmią nas zwiastunami, newsami, zdjęciami i czasem nawet skandalami, a ostatecznie nie rzadko dostajemy coś, co lepiej wyglądało na trailerze i - na nieszczęście widza - zostało wydane w wersji pełnometrażowej. Doskonałym i świeżym przykładem takiego żałosnego chwytu marketingowego może być "Jumper" czy też "Obcy kontra Predator 2". Ładnie podane ale okropnie smakuje, ot taka kolacja ze świecami na białym obrusie przy zupce chińskiej.
Powrót Indiany Jonesa w Polsce, zapowiedziany został na 22 maja 2008r. (premiera światowa 18 maja 2008r.), czyli już niedługo. Czekaliśmy 19 lat od ostatniej części to i poczekamy te kilka miesięcy. I mam wielką, ogromną wręcz nadzieję, że recenzja, jaką napiszę po obejrzeniu filmu, będzie pełna pochlebstw. Już wkrótce przekonamy się czy "Indiana Jones i Ostatnia Krucjata" powinna zostać jego ostatnią krucjatą czy też nie.

Recenzja: Bartosz Studenny
Źródło: Stylownik
17-09-18 06:33:27